Jak podnieść płace lekarzy…

Gazeta Wyborcza , autor: Witold Gadomski , oprac.: GR

kwiecień 20, 2007

Wczasach PRL powszechna była praktyka dawania lekarzom prezentów lub kopert z pieniędzmi. Zachowanie to miało szeroką akceptację społeczną – ludzie doskonale rozumieli, że człowiek, który ratuje im życie, nie może zarabiać mniej niż ten, kto naprawia kran. Wprawdzie czasami aresztowano jakiegoś lekarza za przyjęcie prezentu, ale ryzyko było nie większe niż nieudanej operacji wyrostka robaczkowego.

Po roku 1989 niewiele się pod tym względem zmieniło – niskie pensje lekarzy były rekompensowane dodatkowymi korzyściami. Gdy przed paroma lary anestezjolodzy protestowali przeciw niskim pensjom, niemal oficjalnie tłumaczyli, że ich sytuacja jest szczególnie zła, gdyż chory odwdzięcza się" chirurgowi lub ordynatorowi, nie zdając sobie sprawy, jak ważna jest rola tego, kto potrafi skutecznie uśpić pacjenta i obudzić go po operacji. Otóż to -prezenty lub koperty otrzymują tylko niektórzy lekarze. Ogromna większość nie mogła i nie może liczyć na dowody wdzięczności" poza bukietem kwiatów.

Celowo nie używam słów łapówka" i korupcja". Branie pieniędzy za usługę formalnie finansowaną przez państwo jest wprawdzie nielegalne (choćby z przyczyn podatkowych), ale w odczuciu społecznym nie było i wciąż nie jest niczym nagannym, chyba że lekarz bierze pieniądze za lewe zwolnienie lub za fałszywe orzeczenie uprawniające do renty.

Praca na rynku

Wysokość płac była w PRL częstym przedmiotem rozważań moralnych. Pytano: Czy to sprawiedliwe, by nauczyciel zarabiał mniej niż milicjant, a lekarz mniej niż ślusarz Pytanie było o tyle zasadne, że o wysokości wynagrodzeń decydowało wszechwładne państwo.

Od kilkunastu lat coraz większy wpływ na naszą pracę ma rynek, który doprowadził do głębokich zmian w strukturze płac. Jedno z podstawowych praw ekonomii rynkowej głosi, że czynniki produkcji powinny być opłacane zgodnie z ich użytecznością. Wówczas społeczeństwo jako całość odnosi największe korzyści. Bardziej użyteczna jest praca wysoko kwalifikowana od prostej, nie-wymagającej dużych umiejętności.

Jak wynika z badań dr. Jana Rutkowskiego z Banku Światowego, już na początku lat 90. radykalnie zmieniła się sytuacja znana z PRL, kiedy to dochody robotników były wyższe od dochodów osób z wykształceniem średnim i wyższym. Obecnie każdy rok edukacji zwiększa zarobki pracownika. Straciły zawody zaliczane niegdyś do elity robotniczej (górnicy hutnicy operatorzy ciężkich maszyn budowlanych), zyskali menedżerowie , inżynierowie, księgowi – wszyscy ci, którzy dysponują umiejętnościami, jakich nie można zdobyć dzięki kilkutygodniowym kursom.

Więcej Gazeta Wyborcza.