Zepchnięci na margines rynku…

ŻYCIE WARSZAWY , autor: Dorota Skrobisz , oprac.: GR

Maj 10, 2007

Stopa bezrobocia wyniosła na koniec kwietnia 13,7 proc., a w 2008 r. może być już jednocyfrowa. Ale i tak nie osiągniemy średniej unijnej.

Zdaniem minister pracy Anny Kalaty, w 2008 r. stopa bezrobocia ukształtuje się na poziomie 10 proc., ale może być nawet jednocyfrowa. Podobnego zdania jest ekonomista Marek Zuber. – Prognozy resortu nie zaskakują mnie, choć początkowo spodziewałem się jednocyfrowego wskaźnika dopiero w 2009 r. – mówi Zuber. Mimo tych sukcesów nie mamy szans, by w najbliższych latach stopa bezrobocia osiągnęła choćby obecną średnią unijną, tj. 7,3 proc.

– Według socjologów, bezrobocie utrzyma się na poziomie 8-9 proc. Nadal bowiem jest zbyt duża grupa osób, które nie są zainteresowane znalezieniem pracy – informuje Zuber. Ale – jak podkreśla – statystyki nieco się poprawiły. Jeszcze mniej więcej przed czterema laty socjologowie mówili o 12-13 proc. Okazało się, że część osób, które nie radziły sobie w nowych warunkach, jednak odnalazła się na rynku.

Czyja zasługa

Według minister Kalaty, to przede wszystkim zasługa rządu. Działania na rzecz aktywizacji zawodowej w dużej mierze przyczyniły się do tego, że w 2006 r. pracę podjęło 521 tys. osób. A migracja zarobkowa ma niewielki wpływ na dynamiczny spadek stopy bezrobocia. Według danych resortu, wbrew obiegowym opiniom w 2005 r. 550 tys. Polaków pracowało za granicą, a w 2006 r. ta liczba wzrosła zaledwie do 800 tys.

Zdaniem Zubera, to nie rząd przyczynił się do dynamicznego spadku bezrobocia. To zasługa wejścia Polski do Unii Europejskiej. Przed Polakami otworzyły się nowe rynki pracy. Wielki wpływ na tworzenie miejsc pracy ma wzrost gospodarczy i rosnący napływ inwestycji.

Dr ekonomii Joanna Tyrowicz z Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że licytacja, kiedy osiągniemy jednocyfrowy wynik, nie ma sensu. Ważniejsze jest bowiem, ile osób chce pracować i czy są w stanie znaleźć pracę. A to mierzy się wskaźnikiem aktywności zawodowej. W USA wynosi on 72 proc, średnia unijna – 62 proc. (w Holandii aż 78 proc.), a w Polsce tylko 52 proc. I poprawieniem tej statystyki powinien się zająć resort pracy. Rząd do tej pory nie ma bowiem przemyślanego, spójnego programu działania.

Więcej Zycie Warszawy.