Polki prowadzące firmę będą miały niższe zasiłki macierzyńskie. Niektóre zamiast 7,6 tys. zł dostaną jedynie 2,3 tys.
Jak donosi Gazeta Wyborcza, resort pracy chce uszczelnić lukę w prawie, która pozwala przyszłym matkom dostawać 7,5 tys. zł brutto miesięcznie zasiłku macierzyńskiego. W jego uzyskaniu pomagają sprytni pośrednicy.
Na proceder postanowił zareagować resort. Prawo unijne nie pozwala uzależnić przyznawania zasiłku macierzyńskiego od dłuższego okresu opłacania składek. Tak aby np. przysługiwał on dopiero po pół roku od zarejestrowania firmy. Resort wybrał więc inne rozwiązanie.
Postanowił zasiłki obniżyć. Od stycznia im ktoś krócej będzie prowadził firmę, tym dostanie mniejszy zasiłek.
I tak aby dostawać największy zasiłek macierzyński – 7,5 tys. zł – matka będzie musiała prowadzić firmę i płacić maksymalne składki (dziś 2,8 tys. zł) przez co najmniej 12 miesięcy przed porodem.
Gdy otworzy firmę miesiąc przed porodem, dostanie tylko ok. 2,3 tys. zł brutto zasiłku, gdy dwa miesiące przed urodzeniem dziecka – 2780 zł brutto, trzy miesiące – 3255 zł brutto, sześć miesięcy – 4680 zł brutto.
Oczywiście stawki zasiłku będą się zmieniać w zależności od np. średniej pensji krajowej.
Po zmianach nic nie stracą kobiety prowadzące firmę, które płacą najniższe, na jakie pozwala prawo, składki ubezpieczeniowe – a więc te, gdzie podstawą jest 60 proc. średniej płacy (dziś ok. 2100 zł). Nie stracą, mimo że przed porodem miały firmę krócej niż rok. Ich zasiłek macierzyński pozostanie bez zmian.
Zmianę na niekorzyść odczują tylko te kobiety, które płacą wyższe od minimalnych stawki na ubezpieczenia społeczne.
Nowe przepisy ukrócą nadużycia, ale mogą też uderzyć w uczciwe firmy.
Nic dziwnego, że niektóre kobiety się buntują. Skargi kobiet wpłynęły już do Krajowej Izby Gospodarczej.
Krajowa Izba Gospodarcza postuluje, żeby nowe przepisy weszły w życie nie od razu, tylko po 12 miesiącach.
Więcej w Gazecie Wyborczej z 10 października 2012 r.