Nierówność w zarobkach między płciami powoduje znaczące dysproporcje po zakończeniu kariery zawodowej. Panie otrzymają niższe świadczenia – czytamy w Rzeczpospolitej.
Docelowe 67 lat jako ustawową granicę finiszu aktywności zawodowej mężczyźni osiągną w 2020 r., a kobiety w 2040 r. Od 2013 r. wiek emerytalny będzie podnoszony o kolejny miesiąc, w przedziałach co trzy miesiące. Z upływem każdego roku będziemy pracować o cztery miesiące dłużej.
Wysokość wkładu zależy zarówno od okresu opłacania składki, jak i od poziomu wynagrodzenia. Ci, którzy długo płacą niskie składki od niewielkich płac, mogą mieć wkład podobny jak osoby krótko płacące duże składki od wysokich wynagrodzeń. Pierwsza z tych wielkości zależy od minimalnego okresu składkowego wymaganego do uzyskania prawa do emerytury, druga powiązana jest z pozycją na rynku pracy.
Sprawiedliwie byłoby zatem, aby ci, którzy włożą do funduszu emerytalnego więcej, otrzymywali też wyższe emerytury.
Jak ma się do tego płeć emerytów? Jeżeli jedna z płci ma większą szansę na wyższe płace, to i emerytury tej płci będą wyższe. Z drugiej jednak strony łączne wypłaty emerytalne zależą nie tylko od płac osiągniętych w przeszłości, ale i od okresu wypłacania świadczeń. Jeżeli płeć, która traci na wysokości świadczeń, zyskuje na okresie ich pobierania (tak jest u kobiet), można uznać, że wszystko się równoważy.
Pracownicy i związkowcy uważają, że kobiety – nie dość że wypełniają ważne role rodzinne i są dyskryminowane na rynku pracy – to jeszcze później mają głodowe emerytury. Te grupy są więc za obniżeniem wieku emerytalnego i okresu składkowego dla pań. Jak zmieniłoby to ich sytuację? Czy w ogóle miałyby jakąś korzyść? W zasadzie tak – bo stałe świadczenie do końca życia zmniejsza presję ekonomiczną i daje pewność, nawet jeżeli jest to niski dochód. Jeżeli w dodatku nie zakazuje się pracy emerytom, można do świadczenia dorobić, przynajmniej w okresie wczesnej starości. W taki sposób ukształtował się stary system emerytalny.
W nowym systemie najważniejszy jest inny sposób wyliczania wysokości świadczenia emerytalnego. Obecnie jest to wynik podzielenia zgromadzonego kapitału emerytalnego przez średnią liczbę lat pozostającą do przeżycia osobom w wieku emerytalnym. Sytuacja kobiet z krótszymi okresami pracy i niższymi płacami pogorszyła się, bo teraz liczy się zgromadzony kapitał. Oznacza to, że będą miały jeszcze niższe świadczenia niż dotychczas.
Przy ustalaniu wysokości świadczenia ważny jest obecnie zarówno kapitał, jak i średnia liczba lat pozostałych do przeżycia. Gdyby liczono ją dla kobiet w wieku 60 lat i dla mężczyzn 65-letnich oddzielnie, byłaby ona wyższa dla kobiet. Zdecydowano się jednak na uśrednienie, co złagodziło obniżkę emerytur pań – niższy kapitał dzielony jest przez liczbę mniejszą, co podwyższa świadczenie.
Ustawa zakłada zmniejszenie poziomu emerytur kobiet w nowym systemie. Odchodzi się jednak od proponowania paniom rekompensaty za ich niższe emerytury w postaci dodatkowego dłuższego czasu ich pobierania. Celem jest teraz podniesienie emerytur kobiet poprzez oddziaływanie na ich kapitał. Jeśli liczy się składki łącznie (kapitał), można na to wpływać okresem składkowym i wiekiem emerytalnym. Podnosząc te wartości dla kobiet, spowodujemy, że wzrośnie zgromadzony przez nie kapitał przy jednoczesnym obniżeniu liczby lat przez które będzie on dzielony, czyli ich emerytury wzrosną.
Dla kobiet pytanie sprowadza się teraz do tego, czy mieć więcej czasu emerytalnego z niższymi emeryturami, czy mieć go mniej z wyższymi świadczeniami. Im kobiety mają wyższe i pewniejsze zarobki, tym są mniej zagrożone niższymi emeryturami, więc mogą protestować przeciwko propozycjom reformatorów. Z kolei panie zarabiające mało i w niepewnych warunkach mogą liczyć na emeryturę minimalną z perspektywą dorabiania, więc tu też nie jest oczywiste poparcie dla zmian.
Być może głównie kobiety ze średnimi zarobkami mogłyby widzieć dla siebie interes. Za siedem dodatkowych lat otrzymają znacząco wyższe świadczenia po zakończeniu kariery zawodowej. O ich przekonanie walczy się, pokazując, o ile podniesie się ich świadczenie dzięki zwiększeniu kapitału i zmniejszeniu liczby lat, przez którą zostanie on podzielony. Muszą to być kwoty przemawiające do wyobraźni, gdyż siedem dodatkowych lat pracy to dużo.
Czy podniesienie wieku emerytalnego i zrównanie go dla płci jest sprawiedliwe pod względem przyszłości po zakończeniu kariery? Zasada proporcjonalności świadczeń emerytalnych realizowana przez procentowe ustalenie takiej samej stopy świadczenia dla wszystkich, przy wprowadzeniu emerytury minimalnej, jest mało sprawiedliwa. Czy zróżnicowanie parametrów emerytalnych ze względu na płeć i inne cechy poprawi to poczucie? Minimalnie zapewniamy to przy płci, dając kobietom więcej czasu na emeryturze w zamian za to, że mają niższe świadczenia. A mają je niższe nie dlatego, że wybrały styl życia bez pracy, ale dlatego, że rodziły i wychowywały dzieci, więc zajmują się innymi ważnymi dla społeczeństwa sprawami niż odpłatne zatrudnienie.
Jeżeli zniesiemy różnicę dotyczącą osiągnięcia wieku emerytalnego, a podział obowiązków rodzinnych między płciami będzie równy to danie paniom dodatkowego czasu na emeryturze nie poprawi sprawiedliwości systemu, ale ją pogorszy.
Więcej w Rzeczpospolitej z 19 listopada 2012 r.