Kto wypłaci pieniądze podczas choroby?

Rzeczpospolita (2013-02-21), autor: Rzeczpospolita , oprac.: GR

lut 21, 2013

Do okresów ubezpieczenia chorobowego wlicza się poprzednie okresy ubezpieczenia chorobowego, jeżeli przerwa między nimi nie przekroczyła 30 dni lub była spowodowana urlopem wychowawczym, urlopem bezpłatnym albo odbywaniem czynnej służby wojskowej – czytamy w Rzeczpospolitej.

Jeżeli pracownik nie spełnia tego warunku, nabywa prawo do tych dwóch świadczeń od 31. Dnia ubezpieczenia. Ale są wyjątki od tej zasady. Tak będzie w przypadku absolwentów, którzy zostali objęci ubezpieczeniem chorobowym lub przystąpili do ubezpieczenia chorobowego w ciągu 90 dni od dnia ukończenia szkoły lub uzyskania dyplomu ukończenia studiów wyższych. Podobnie będzie w przypadku, gdy niezdolność do pracy spowodowana została wypadkiem w drodze do pracy lub z pracy. Pieniądze za czas choroby bez okresu wyczekiwania przysługiwać będą także i tym ubezpieczonym, którzy mają co najmniej 10-letni okres obowiązkowego ubezpieczenia chorobowego.

Za pierwsze 33 dni choroby w danym roku kalendarzowym pracownik ma prawo do wynagrodzenia chorobowego. Na krótszy, 14-dniowy, okres wypłaty za czas absencji może Uczyć pracownik po pięćdziesiątce. Te pieniądze wykłada z własnej kieszeni pracodawca.

Musi on uważnie zliczać poszczególne dni zwolnień lekarskich w ciągu roku (choćby były przerwy między nimi), aby prawidłowo ustalić rodzaj świadczenia dla zatrudnionego. Począwszy bowiem od odpowiednio 34. czy 15. dnia niezdolności do pracy, przysługuje mu zasiłek chorobowy z ubezpieczenia społecznego.
Za kolejne dni choroby w tym samym roku kalendarzowym zatrudnionemu przysługuje zasiłek chorobowy.
Różnica między tymi świadczeniami jest taka, że wynagrodzenie chorobowe finansuje zakład pracy, a zasiłek – ZUS. Każde z nich jest rozliczane odmiennie z podatku dochodowego od osób fizycznych i składek, a także oznaczane jest innymi kodami w imiennym raporcie RSA składanym w ZUS. Ale to różnice istotne z punktu widzenia pracodawcy. Dla pracownika ważne są kwoty, jakie wpłyną na konto za czas choroby. Nie ma natomiast znaczenia, czy będzie to zasiłek czy wynagrodzenie.

Co do zasady wynagrodzenie za przepracowany czas jest wyższe niż to gwarancyjne za okres choroby (art. 92 k.p.). Niedysponowany zazwyczaj może liczyć na 80-proc. kwotę pełnej płacy za chorobowe dni.
Jedynie choroba dublująca się w czasie z ciążą zapewni zatrudnionej mamie na etacie 100 proc. zarobków.
Na pełną kwotę – równą tej, jaką otrzymałby podwładny, gdyby pracował, może liczyć ten, kto uległ wypadkowi przy pracy. Dostanie 100-proc. zasiłek chorobowy z wynagrodzenia wypadkowego już od pierwszego dnia takiej niedyspozycji.

Na takie wypadkowe pieniądze może liczyć każdy pracownik, nawet ten, który uległby nieszczęśliwemu zdarzeniu przy pracy w pierwszym dniu zatrudnienia. Nie obowiązuje bowiem w tym wypadku okres wyczekiwania, który jest wymagany, by otrzymać inne np. wynagrodzenie czy zasiłek chorobowy.

Jednak chorobowych świadczeń nie można pobierać w nieskończoność. Czas wypłaty zasiłku jest limitowany. Podstawowy okres zasiłkowy to obecnie 182 dni. Wydłużony, wynoszący 270 dni, przysługuje jedynie osobie cierpiącej na gruźlicę lub chorej ciężarnej mamie. Jeśli kolejna choroba wykracza poza ten limit dni, ale mieści się w ramach tego samego okresu zasiłkowego, to podwładny nie otrzyma już zasiłku.

Przewlekle chory nie musi się niepokoić o swe finanse, jeśli:

– kolejna niezdolność do pracy została spowodowana inną chorobą, a między okresami absencji wystąpiła choćby jednodniowa przerwa, lub gdy

– kolejne niezdolności do pracy zostały spowodowane tą samą chorobą, ale między mmi wystąpiła przerwa dłuższa niż 60 dni.

Wówczas szef „otworzy mu” nowy okres zasiłkowy z nowym 182-dniowym limitem chorobowym do wykorzystania.

Więcej w Rzeczpospolitej z 19 lutego 2013 r.