Tajne jawne księgi wieczyste

Rzeczpospolita (2013-03-27), autor: Rafał Dębowski , oprac.: GR

mar 27, 2013

Jak pisze ekspert współpracujący z dziennikiem Rzeczpospolita, absolutnie nie zgadzam się z komentarzami publicystów, zwiastującymi plagi, jakie spadną na biednych właścicieli nieruchomości dzięki ujawnieniu jawnych danych z ksiąg wieczystych. Jedyne zło, jakie może się wydarzyć, to zaspokojenie ciekawości ciekawskich. To wszystko.

Bo nieruchomości mają to do siebie, że są stałe i nieruchome. Nie da się ich ukraść czy nocą rozebrać i to tylko dlatego, że dzięki internetowej przeszukiwarce okaże się, iż właścicielem jest Kowalski, a nie Malinowski.

A ile dobrego może przynieść takie otwarcie! Przeszukiwarka ksiąg wieczystych może się okazać nieoceniona dla każdego, kto bezskutecznie próbuje wyegzekwować od dłużnika swoje należności. A to spora grupa osób.

Bo dziś dłużnik na jakiś czas przed niekorzystnym wyrokiem zazwyczaj zbywa swoje nieruchomości, np. na szwagra lub na należącą do niego spółkę z rzeczonych Seszeli, i formalnie nie ma majątku. Kulawa i nieskuteczna procedura wyjawienia majątku nie zadziała, bo formalnie w chwili wszczęcia egzekucji nieruchomości już nie posiada. Cóż złego dla interesu społecznego lub słusznego interesu jednostki, że można sprawdzić, jaką nieruchomością dłużnik dysponował przed wyrokiem oraz kiedy i komu ją sprzedał?

O zaletach możliwości korzystania z przeszukiwarki nie trzeba nikogo przekonywać. Nowelizacja przepisów o księgach wieczystych zakłada udostępnienie owej przeszukiwarki wybranym instytucjom. Niestety w zasadzie tylko państwowym: policji, urzędom skarbowym, ZUS, sądom i komornikom. Dla nas, obywateli, nowoczesne instrumenty informatyczne pozostaną niedostępne. Szkoda, bo nie ma żadnego rozsądnego powodu, by pozbawiać ogół społeczeństwa tego, co i tak jest dozwolone, tyle że bez technicznych narzędzi praktycznie niewykonalne.

Więcej w Rzeczpospolitej z 12 marca 2013 r.