By móc zwolnić tysiące inwalidów, firmy czekają już tylko na uchwalenie w Sejmie obniżki dotacji z PFRON – czytamy w Rzeczpospolitej.
Pracodawcy zatrudniający setki tysięcy niepełnosprawnych z przerażeniem obserwują, jak szybko postępują prace rządu i parlamentu nad obniżeniem dofinansowań z PFRON.
Większość, jeśli nie wszyscy przedsiębiorcy prowadzący zakłady pracy chronionej, już planują zwolnienia. Na pierwszy ogień pójdą pracownicy z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności, bo to ich dofinansowania zostaną obcięte najdotkliwiej. Po nowelizacji maksymalne stawki wsparcia do ich wynagrodzeń zmaleją z 1500 do 960 zł miesięcznie.
Dzisiaj 1400 zakładów pracy chronionej zatrudnia 166 tys. osób niepełnosprawnych. Z kolei na otwartym rynku pracy 17 tys. firm zatrudnia tylko 76 tys. niepełnosprawnych. Z tych statystyk i z wyliczeń posła Rzońcy wynika, że po zmianie przepisów, gdy obecne zakłady pracy chronionej zrezygnują z prowadzenia deficytowej działalności, aby rynek wchłonął zwolnionych, potrzebne będzie dodatkowe 30 tys. firm zatrudniających niepełnosprawnych pracowników na tzw. otwartym rynku. Tak się jednak nie stanie. W praktyce po zmianach dalsze zatrudnienie znajdzie jedynie garstka niepełnosprawnych, ponieważ ich zatrudnianie przestanie być opłacalne.
Zdaniem POPON ucierpią na tym szczególnie osoby starsze, którym bez dodatkowego wsparcia i zachęt do ich zatrudniania, trudno pokonać barierę technologiczną. Zmiany zatem powinny mieć raczej charakter ewolucyjny, a nie rewolucyjny.
Więcej w Rzeczpospolitej z 8 października 2013 r.