Mafia założyła raj podatkowy…

Rzeczpospolita , autor: Mariusz Jałoszewski , oprac.: GR

czerwiec 18, 2007

Firmy z całej Polski przenosiły się na Targówek w Warszawie, bo tu miały "ochronę skarbową". To jeden z elementów układu, w który był zamieszany Henryk Stokłosa.

"Raj podatkowy" opisują materiały z głośnego śledztwa dotyczącego układu korupcyjnego w Ministerstwie Finansów, do których dotarła "Rz". Z dokumentów wynika, że skorzystały z niego przynajmniej dwie firmy: wytwórnia win i miodów pitnych z Nidzicy oraz hurtownia artykułów tapicerskich z Łomży. Sposób był prosty. Firmy przenosiły na Targówek tylko swój e siedziby – wystarczyło wynająć np. jeden pokój – i tu rozliczały się z fiskusem.

Prokuratorzy ustalili, że przychylność firmom zapewniał Jerzy W., kierownik działu kontroli podatkowej tutejszego urzędu skarbowego (nie przyznał się). W. oskarżony jest o to, że w 2000 r. za pomoc w oddłużaniu firmy z Nidzicy przyjął od jej właściciela kradzione volvo S 80. Z kolei firma z Łomży wręczyła mu 10 tys. zł "na wypadek" kontroli lub egzekucji.

Prokuratorzy mają podejrzenia, że takich firm było więcej. Opowiedziała o tym Elżbieta Z., urzędniczka Ministerstwa Finansów, która zeznała o układzie korupcyjnym w re -sorcie. Mówiła, że to jej przełożony Andrzej Ż., dyrektor Departamentu Systemu Podatkowego, którego skorumpował Stokłosa, miał proponować firmie z Nidzicy przenosiny na Targówek. Naczelnik Jerzy W. był jego znajomym. Na Targówku miał się też rozliczać z podatku syn Andrzeja Ż., który prowadził stragan na Stadionie Dziesięciolecia.

Elżbieta Z. sugerowała, że w "ochronie" brała udział też szefowa urzędu. Jej przełożony miał się zwierzyć, że jest rozgoryczony faktem, iż pani naczelnik nie chce się z nim dzielić łapówkami. Prokuratorzy nie potwierdzili jednak ' oskarżeń wobec kierowniczki urzędu. Zarzutów w związku z "rajem podatkowym" nie usłyszał też Andrzej Ż.

Na trop korupcji w Ministerstwie Finansów i warszawskich urzędach skarbowych, czego efektem są zarzuty wobec Henryka Stokłosy, policja wpadła przypadkiem. Na początku 2005 r. wyjaśniała sprzedaż kradzionego volvo S60. W sprawę zamieszany był gang Janusza G. ps. Graf, związanego z mafią pruszkowską; Członkowie gangu poszli na współpracę z prokuraturą. Dzięki ich zeznaniom udało się dotrzeć do doradcy podatkowego Tomasza J. z kancelarii VIS Lex oraz jego znajomej Elżbiety Z. z MF. To oni pośredniczyli w przekazywaniu łapówek, obiecywali lobbing i wpływ na korzystne decyzje pozwalające unikać firmom płacenia kilkumilionowych podatków.

Kariera Tomasza J. jako doradcy podatkowego zaczęła się w 2002 r. Dzięki znaj ornemu z resortu finansów dotarł do wspominanego już Andrzeja Ż. i wręczył 20 tys. zł łapówki za pomoc na egzaminie na doradcę.

Ludzie "Grafa" do kancelarii Tomasza J. przyszli w 2004 r. Zaproponowali współpracę. Doradca liczył na legalne interesy, ale szybko pozbył się złudzeń. Gangsterzy szukali firm, które maj ą problemy z podatkami. Brali prowizję od kwot na łapówki dla urzędników. Zdarzało się, że kłamali o swoich możliwościach i po prostu wyłudzali pieniądze.

Z usług VIS Lex skorzystała firma spod Pruszkowa, która za ponad 100 tys. zł liczyła na umorzenie składek pracowniczych w tamtejszym ZUS. Za podobną sumę kancelaria zaoferowała innej firmie pomoc w dotarciu do dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej Cezarego K.

Ea największe zyski Tomasz J. i gangsterzy liczyli jednak ze współpracy z Rudolfem Skowrońskim z Inter Commerce, która to firma miała ok. 20 mln zl zaległości podatkowych. Z akt wynika, że Skowroński szukał dojść do urzędów skarbowych. Biznesmen miał dać ludziom "Grafa", kancelarii i Elżbiecie Z. 250 tys. zł (urzędniczka powoływała się na szerokie wpływy m.in. w izbie skarbowej). Skowroński obiecywał kolejny milion, ale decyzje korzystne w izbie nie zapadały. Śledczy ustalili jednak, że udało mu się skorumpować szefową urzędu skarbowego na warszawskim Bemowie Zofię S. (5,5 tys. dolarów – kobieta ich nie wydała i zwróciła po zatrzymaniu policji). Skowroński poszukiwany jest teraz listem gończym.

Więcej Rzeczpospolita.