Biurokracja i przepisy utrudniają zatrudnianie cudzoziemców…

Rzeczpospolita , autor: Mateusz Rzemek , oprac.: GR

cze 21, 2007

Przedsiębiorcy poszukujący rąk do pracy za granicą coraz częściej korzystają z pomocy pośredników. Resort pracy, choć planuje ułatwienia, nie zmieni w najbliższym czasie skomplikowanych procedur

Z uzyskanych przez nas informacji wynika, że za kilka dni minister pracy i polityki społecznej podpisze nowelizację rozporządzenia w sprawie wykonywania pracy przez cudzoziemców bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę. Otwiera ono możliwość krótkotrwałej – do trzech miesięcy – pracy cudzoziemców bez względu na branżę. Jeśli pracodawca uzna, że pracownik spełnia jego oczekiwania, będzie mógł wszcząć procedurę uzyskania zezwolenia na pracę dla tego cudzoziemca. Niestety jest ona długotrwała i bardzo kosztowna.

Niepotrzebne utrudnienia

Sprowadzenie do Polski robotnika z Ukrainy zajmuje od jednego do trzech miesięcy. Kosztuje przeszło tysiąc złotych, bo trzeba zapłacić i za pozwolenie na pracę, i za tłumaczenie dokumentów. W niektórych województwach wymaga się nawet zaświadczeń o niekaralności.

– Gwarantujemy za takiego pracownika, który w Polsce j est zatrudniony w pełni legalnie – mówi Bartłomiej Szramuk, prezes opolskiej firmy Prompol. – Problemem jest jednak długotrwała i kosztowna procedura załatwiania zezwolenia na pracę. Większość pracodawców, którzy się do nas zgłaszają, potrzebuje pracowników od razu. Czas potrzebny na rekrutację, skompletowanie wszystkich dokumentów i otrzymanie zezwolenia może wynieść nawet dwa – trzy miesiące i kosztuje ponad 1000 złotych.

Pośrednicy i pracodawcy, którzy opanowali już tę procedurę (patrz ramka), natrafiają ciągle na kolejne utrudnienia. Każdy cudzoziemiec musi mieć zaświadczenie potwierdzające umiejętności niezbędne do wykonywania danego zawodu. Często okazuje się, że murarz, który świetnie pracuje, z wykształcenia jest chemikiem, i jeśli nie przedstawi zaświadczenia o kwalifikacjach murarza, polskie przepisy nie zezwolą na zatrudnienie go w tym zawodzie.

Polscy pracodawcy coraz częściej mają problemy z Państwową Inspekcją Pracy. Cudzoziemcy, którzy przyjeżdżają tu, by dobrze zarobić i szybko wrócić do rodzin, są gotowi pracować nawet po 14 – 15 godzin dziennie. Przepisy zezwalają im jednak maksymalnie na 48 godzin pracy w tygodniu. Coraz częściej zdarza się, że po kontrolach PIP na firmy nakłada się z tego powodu wysokie grzywny; od początku lipca wzrosną one nawet do 5 tys. zł. Te firmy są później częściej odwiedzane przez inspektorów, którzy sprawdzają, czy naruszenia się nie powtarzają.

Więcej Rzeczpospolita.