Szara strefa maleje, ale nadal pracuje w niej 10 proc. Polaków…

Gazeta Prawna , autor: Paweł Czuryło , oprac.: GR

sierpień 20, 2007

Produkt krajowy brutto byłby wyższy co roku o 150 mld zł, gdyby wliczyć do niego dochody znajdujące się w szarej strefie. Jednak Polaków do zatrudniania się na czarno zachęcają wysokie koszty pracy. Odstraszać mogą wysokie kary.

Ekonomiści nie mają wątpliwości, że okres ekonomicznego boomu oraz obniżenie kosztów pracy mogą przyczynić się do zmniejszenia zatrudnienia poza oficjalną gospodarką.

– Koniunktura gospodarcza powinna doprowadzić do ograniczenia szarej strefy w Polsce, ale wysokość obciążeń może nadal zmuszać sporą część ludzi do pracy poza oficjalną gospodarką- mówi Maciej Krzak, ekonomista PKPP Lewiatan.

Przyczyny pracy na czarno od lat się nie zmieniają. To brak możliwości znalezienia legalnego zatrudnienia, chęć dorobienia do podstawowej pensji czy też chęć uniknięcia płacenia podatków. W wielu przypadkach

ludzie nie chcą rejestrować działalności gospodarczej z uwagi na wysokie obciążenia w postaci składek na ubezpieczenie społeczne. Często to sam pracodawca, chcąc uniknąć wysokich kosztów pracy, proponuje wyższe wynagrodzenie bez umowy o pracę. W niektórych przypadkach do oficjalnej pracy może zniechęcać ryzyko utraty świadczeń społecznych.

Wpływ na budżet

Jeśli wierzyć statystykom, około 14 proc. (150 mld zł) polskiego PKB powstaje w tzw. szarej strefie. Ten udział w ostatnich latach się zmniejsza, jest niższy niż w Bułgarii czy Grecji, ale w Szwecji to tylko 3 proc. PKB, a w Austrii -1,5 proc.

Ostatnie badania GUS dotyczą 2004 roku. Wtedy w szarej strefie pracowało 1,3 mln osób,

czyli niecałe 10 proc. ogólnie pracujących, wobec 1,4 mln osób (9,3 proc.) w 1998 roku. Z pracy nierejestrowanej korzystało 1,02 mln gospodarstw domowych, wobec 1,4 mln sześć lat wcześniej. Ale co drugie gospodarstwo domowe zatrudniające nielegalnie pracowników znajdowało się na wsi. Jak podaje GUS, najwięcej osób było zatrudnionych w okresie letnim.

Zdaniem Macieja Krzaka unikanie oficjalnej pracy wynika głównie z przyczyn podatkowych i ma swoje negatywne konsekwencje dla finansów państwa. Ekonomiści szacują, że roczne straty budżetu mogą wynosić 20-30 mld zł.

– To głównie utracone dochody budżetu w postaci niezapłaconych podatków od towarów i usług, podatków dochodowych, ale także mniejsze od

możliwych składki na przyszłe emerytury czy fundusz zdrowia. W konsekwencji pracujący oficjalnie płacą składki na rzecz pracujących nieoficjalnie – podkreśla ekspert Lewiatana.

Nie zmieniają się też branże, w których Polacy (ale także obcokrajowcy) wykonują pracę nie uwzględnianą w oficjalnych statystykach. Wśród tych usług dominują remonty i naprawy budowlano-instalacyjne, prace w rolnictwie i handlu, opieka nad dzieckiem czy starszą osobą, ale także korepetycje i różne prace domowe (sprzątanie).

Wyższy poziom udziału szarej strefy w tworzeniu PKB pokazują badania austriackiego profesora Friedricha Schneidera. Jego zdaniem w przypadku Polski w 2003 roku było to 28,9 proc, wobec 20 proc. w Czechach i 26 proc. na Węgrzech.

– Te wyniki wydają się być przeszacowane, bardziej wierzę w wyniki GUS i Komisji Europejskiej – mówi Maciej Krzak.

Zgadza się on jednak z diagnozą przedstawioną przez austriackiego naukowca.

– Głównymi przyczynami rozwoju szarej strefy są rosnące obciążenia podatkowe i składki na zabezpieczenie społeczne w połączeniu z regulacjami dotyczącymi rynku pracy. Wyniki pokazują, że szara strefa redukuje korupcję w krajach o wysokich dochodach, ale zwiększa korupcję w krajach z niskimi dochodami – napisał Friedrich Schneider w komentarzu do wyników badania.

Więcej  Gazeta Prawna.