Świtaj zapomina o śmierci, chce pracy…

DZIENNIK , autor: Sławomir Cichy , oprac.: GR

marzec 6, 2007

Janusz Świtaj, sparaliżowany i przykuty do łóżka od 14 lat mieszkaniec Jastrzębia-Zdroju, uśmiecha się coraz częściej. Jak sam mówi dlatego, że w ciągu ostatnich kilku tygodni doświadczył tyle poparcia i zainteresowania, o których w ostatnich latach nawet nie marzył. Aby jednak mógł wrócić do aktywnego życia i czuć się potrzebny, musi pracować.

– Powiem w tajemnicy, że to moje największe marzenie. Odpowiem na każdą ofertę. Bo przecież mogę jeszcze być potrzebny i pomóc innym – zapowiada silnym głosem.

Dziennik" szuka pracy dla Janusza. Apelujemy do pracodawców, zastanówcie się, czy nie możecie zaoferować zajęcia chłopakowi z Jastrzębia. Czekamy na wasze telefony, e-maile – wszystkie mu przekażemy. Oczywiście każdy z was zadaje sobie pytanie, co mógłby robić człowiek, który, jak sam uważa, ma jedynie sprawny mózg i potrzebuje pomocy innych ludzi. Odpowiadamy: wbrew pozorom bardzo dużo. – Bez przeszkód mogę rozmawiać. Nie mam wykształcenia psychologicznego, ale przecież nikt nie wie lepiej niż ja, co czuje niepełnosprawny. Nikt
lepiej niż ja nie potrafi pocieszyć, znaleźć drogi wyjścia z beznadziejnych sytuacji. Ja już to wszytko przerobiłem. Doszedłem do ściany i odbiłem się od niej – przekonuje Janusz Świtaj.

Z każdym dniem rośnie jego nadzieja na zmiany. -Wysłuchaliście, co mam do powiedzenia, opublikowaliście mój tekst, propagujecie ideę pomocy i zakupu wózka dla mnie, a teraz szukacie mi pracy. Nie mogę w to uwierzyć. Trochę się dziwnie czuję. Tak jakby zupełnie inny człowiek napisał podanie do sądu o śmierć. Ale to byłem ja. I doprowadzę sprawę referendum o eutanazji do końca. Może już nie dla siebie, ale innych – mówi Świtaj i dodaje, że właśnie dostał kolejnego e-maila z błaganiem o kontakt od niepełnosprawnej dziewczyny.

– To dowód, że mogę wielu ludziom pomóc. Że czekają na kilka moich słów. Pisanie sprawia mi trudność, ale dzisiaj telefony nie stawiają już barier. Mogę przyjmować je samodzielnie z całej Polski i rozmawiać – zachęca przyszłych pracodawców.

Również Krzysztof Wieczorek, pełnomocnik prezydenta Bytomia ds. organizacji pozarządowych, rozpoczął wysyłanie do fundacji i stowarzyszeń pytań o pracę dla Janusza. – Zawodowo zajmuję się takimi problemami. Co prawda dotyczą one mieszkańców naszego miasta, ale przecież Janusz to chłopak ze Śląska – wyjaśnia Wieczorek.

Z kolei Marta Malik z urzędu wojewódzkiego deklaruje, że zachęci do szukania pracy dla Janusza swoich kolegów w pozostałych województwach. – To kolejny etap pomocy, na jaką od nas może liczyć. Dzisiaj w Warszawie jest wojewoda Tomasz Pietrzykowski, który nie tylko w sprawach urzędowych, lecz także prywatnie przekonuje w ministerstwach do wsparcia pana Świtają. Co udało się załatwić, będę mogła powiedzieć we wtorek – wyjaśnia. Dziś już wiadomo, że wojewoda po rozmowie z Januszem znalazł pieniądze na wydanie jego książki. To zaklepane i pewne. A jeśli wiceminister zdrowia Bolesław Piecha dotrzyma słowa danego publicznie w TVN, chory będzie miał zapewnioną opiekę do końca życia. Zniknie problem finansowania jego potrzeb. Praca, którą by podjął, stanie się dopełnieniem powrotu do normalnego życia. Bo jak mówi 32-latek, każdemu należy się druga szansa. A on jest przekonany, że na pewno ją wykorzysta.