Z próżnego i ZUS nie naleje…

DZIENNIK WSCHODNI , autor: Jolanta Zielazna , oprac.: GR

marzec 7, 2007

Niezmiennie słyszy się, że najubożsi w społeczeństwie są emeryci i renciści, bo większość z nich musi żyć za 600-700 zł miesięcznie. Tymczasem jest to jeden ze społecznych mitów, choć – prawda – są i takie osoby. Ich niskie świadczenia nie wzięły się jednak z powietrza ani skąpstwa ZUS.

Powszechne jest narzekanie emerytów, że po latach ciężkiej pracy mają kiepskie emerytury. Jednak to, co dostają na starość, nie jest związane z ciężkością" czy lekkością" pracy, ale z tym, jak się ich zarobki z najlepszych dziesięciu czy dwudziestu lat (zależy, co kto wybierze) zawodowej kariery miały do przeciętnego wynagrodzenia w kraju – najogólniej rzecz ujmując.

Jak ktoś zawsze bardzo mało zarabiał, to ta relacja rzeczywiście wygląda kiepsko. Dla jednych ten wskaźnik wynosi raptem 40 proc, u innych zbliża się do 100 proc. u jeszcze innych przekracza 200 proc. Nie może być wyższy niż 250 proc.

Ów procentowy wskaźnik, pomnożony przez kwotę bazową (czyli przeciętne wynagrodzenie) obowiązującą w chwili wyliczenia świadczenia, staje się podstawą wymiaru emerytury. I to jest najważniejsze.

Korzystnie jest więc nie tylko mieć wysoki wskaźnik, ale trafić na moment dobrych zarobków w kraju, bo wtedy kwota bazowa jest wyższa. Tymczasem tym elementem politycy manewrują, ile się da.

Więcej Dziennik Wschodni.