Polskim finansom grozi kryzys…

Rzeczpospolita , autor: Elżebieta Glapiak , oprac.: GR

kwiecień 3, 2007

Budżet I Wprowadzenie obniżek składki rentowej czy podwyżek płac w budżetówce grożą załamaniem finansów
publicznych państwa twierdzą ekonomiści. Z tego powodu deficyt budżetowy w 2009 r. może sięgnąć 6 proc. PKB

Z szacunków "Rzeczpospolitej" wspartych wyliczeniami ekonomistów wynika, że rządowe plany spowodują, iż w przyszłym roku dodatkowe wydatki i niższe przychody pochłoną 40 mld zł, a w 2009 r. sięgną już 6 mld zł.

Premier Jarosław Kaczyński zapewnił, że żadna grupa społeczna nie zostanie pominięta przy rozdziale owoców wzrostu gospodarczego. I słowa dotrzymuje. Podwyżki dostali już nauczyciele i żołnierze zawodowi.Więcej pieniędzy ma także pozostać w kieszeniach wielodzietnych rodzin czy producentów biopaliw. Samo obniżenie składki rentowej zmniejszy wciągu dwóch lat przychody budżetu o 39 mld zł.

Większe pieniądze obiecano też emerytom i rencistom. Waloryzacja ma nastąpić w marcu przyszłego roku, rekompensując brak podwyżek w latach poprzednich. Tak więc, mimo że dla pojedynczej osoby oznaczało zaledwie 24 – 45 zł netto więcej w portfelu, ż budżetu będzie trzeba wysupłać na ten cel 5,7 mld zł w przyszłym i kolejne 3,4 mld zł w 2009 roku.

Budżet nie sprosta wydatkom

Ekonomiści na wieść o planach rządu uderzyli na alarm. Ich zdaniem realizacja wszystkich zapowiedzi grozi załamaniem finansów publicznych. – Przy takim podejściu nie uda się osiągnąć założonego w programie konwergencji poziomu deficytu państwa poniżej 3 proc. PKB wyjaśnia prof. Andrzej Wernik z Akademii Finansów. Zejście poniżej tego poziomu jest jednym z warunków przyjęcia przez Polskę wspólnej waluty. – Co gorsza, stan finansów publicznych może ulec znacznemu pogorszeniu. A jeśli na to nałoży się spowolnienie gospodarki z którym możemy mieć już do czynienia w 2009 roku, to czeka nas katastrofa – dodaje ekonomista. .

Jego zdaniem podstawowym błędem rządu jest zakładanie, że na wszystko znajdą się pieniądze, które przyniesie nam wzrost gospodarczy. Jarosław Kaczyński, pytany o źródła finansowania każdego z projektów, nieodmiennie podaje – dobra koniunktura. Dodaje przy tym, że nie ma niebezpieczeństwa załamania, bo przecież można rozwijać się nawet kilkanaście lat

– Nie ma czegoś takiego, jak kilkunastoletni stały wzrost mówi prof. Wernik. Możemy uniknąć dekoniunktury, ale przy 2 – 3-proc. wzroście trudno spodziewać się ciągle rosnących wpływów podatkowych.

Jest jeszcze szansa na uniknięcie kryzysu

Zdaniem Janusza Jankowiaka, głównego ekonomisty Polskiej Rady Biznesu, trzeba raz jeszcze, dopóki nie jest za późno, wrócić do oceny wpływu na finanse publiczne rządowych propozycji zmian w dochodach i wydatkach budżetu państwa wiatach 2007 – 2009.

– Jeśli przyjmiemy rządowe prognozy najważniejszych wskaźników makro za miarodąjnę,to przy założeniu 5-proc. wzrostu PKB średnio w latach 2008 – 2009 i średniorocznej inflacji na poziomie 2 proc. realny wzrost dochodów podatkowych sięga 10 mld zł rocznie – przekonuje ekonomista Nawet jeśli założymy wyższe wpływy o kilka miliardów złotych i dodamy do tego oszczędności z tytułu porządkowania finansów publicznych, to i tak trudno będzie zbilansować wszystkie planowane operacje rządu.

Więcej Rzeczpospolita.