Przychodzi niepełnosprawny…

Gazeta Wyborcza , autor: Violetta Szostak , oprac.: GR

marzec 19, 2007

Pracownik recepcji, nie czekając ani chwili, wyskoczył zza biurka, chwycił petenta pod ramię i zaprowadził wprost pod drzwi biura, o które ten dopytywał. Petentem był Darek Janów, niewidomy chłopak. – Chcecie sprawdzać urząd na pi. Kolegiackim ! Dajcie sobie spokój! Tam jest OK -przekonywał nas, kiedy prosiliśmy go o pomoc w lustracji poznańskiego Urzędu Miasta pod względem dostępności dla niepełnosprawnych. – Nigdy nie miałem tam problemu z załatwieniem sprawy – odpowiadał na nasze podejrzenia, że to może trudna do ukrycia obecność dziennikarzy wywołała wczoraj tak skwapliwą reakcję urzędnika. – To jest wpisane w zakres moich obowiązków – mówił zaś Jacek Maciejewski, wzorowy pracownik recepcji.

To już druga edycja akcji Tutaj jest OK". W ubiegłym roku sprawdzaliśmy, jak kawiarnie, puby bary mleczne są przygotowane na przyjęcie niepełnosprawnych (w tym upośledzonych umysłowo). W tym roku pod lupę bierzemy urzędy. Wczoraj -poznański magistrat. I mimo że dla niewidomego Darka wszystko

– Dajcie sobie spokój! Tam Jest OK – przekonywał nas Darek Janów, kiedy prosiliśmy go o pomoc w lustracji poznańskiego Urzędu Miasta pod względem dostępności dla niepełnosprawnych

było w urzędzie OK, to kolejny nasz inspektor", Norbert Kamiński, zdziwił się, próbując dostać się samodzielnie do biura pełnomocnika ds. osób niepełnosprawnych. Norbert jeździ na wózku. Na III piętro, gdzie pełnomocnik urzęduje, dojechał windą, ale tuż przed drzwiami biura zobaczył…

cztery strome schody. – To nie jest w praktyce problem, bo cała obsługa niepełnosprawnych odbywa się w pokoju nr 22 na parterze, a jeśli ktoś chce się spotkać ze mną, wtedy tam schodzę – mówi pełnomocnik Dorota Potejko. Ale dlaczego nie może po prostu urzędować w bardziej dostępnym

miejscu – Trzeba by przesunąć wtedy inne biura. I naprawdę nie ma takiej potrzeby-przekonuje. -Pokój jest słabo oznaczony zwykłą, małą tabliczką, powinien być na drzwiach duży czytelny znak i taki sam przy wejściu do urzędu – zauważa jednak Kamiński.

Więcej Gazeta Wyborcza.