Waloryzacja emerytur i rent na fali euforii…

PULS BIZNESU , autor: . Bmk , oprac.: GR

marzec 23, 2007

Zamiast zmniejszać deficyt rząd wykorzystuje wzrost gospodarczy do dawania prezentów. Teraz dla emerytów i rencistów.

Projekt ustawy przywracającej coroczną waloryzację rent i emerytur, który ministerstwo pracy przekazało pod obrady rządu, nie podoba się ani pracodawcom, ani ekonomistom. Wskaźnik waloryzacji ma być nie mniejszy niż inflacja z poprzedniego roku i powiększony o 20 proc. wzrostu przeciętnego wynagrodzenia. Świadczenia byłyby waloryzowane od marca 2008 r.

Coroczna waloryzacja jest kosztowna i przy niskiej inflacji koszty jej przeprowadzenia mogą być większe niż korzyści dla emerytów i rencistów uważa Adam Ambrozik, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich (KPP).

Pomysł zwiększenia wskaźnika waloryzacji o 20 proc. płac także nie jest dobry.

To wydawanie wirtualnych pieniędzy, których może zabraknąć, gdy gospodarka spowolni uważa ekspert KPP.

Marcin Mrowieć, ekonomista Banku BPH, zwraca uwagę na długoterminowe skutki zmian zasad waloryzacji.

Musimy pożyczać około 40 mld zl rocznie. Coroczna waloryzacja to kolejny wydatek, a rząd nie czyni żadnych oszczędności. Stan euforii na fali wysokiego wzrostu może potrwać jeszcze 1-1,5 roku. Potem możemy obudzić się w sytuacji, gdy wzrost stopnieje, a my pozostaniemy z zadeklarowanymi wydatkami przy rosnących kosztach obsługi długu. Zamiast wykorzystywać wzrost do zmniejszania deficytu, rząd zwiększa wydatki. Ocena takiego działania jest jednoznacznie negatywna uważa Marcin Mrowieć.

Maciej Krzak, ekspert PKPP Lewiatan, przypomina, że dotąd dzięki wysokiemu wzrostowi przynoszącemu większe wpływy budżetowe sfinansowane mąją być obniżki pozapłacowych kosztów pracy, PIT i reforma polityki rodzinnej.

Zamienił stryjek: Wycofanie się z przeforsowanego przez Jerzego Hausnera sposobu waloryzacji i powrót do lansowanego przez Annę Kalatę, minister pracy, może kosztować więcej niż zyskają świadczeniobiorcy.

Więcej Puls Biznesu.