Pracownicy walczą o swoje…

DZIENNIK , autor: Radosław Omachel , oprac.: GR

kwiecień 2, 2007

Koniunktura gospodarcza, płynące coraz szerszą falą inwestycje zagraniczne oraz masowa emigracja zarobkowa Polaków na Zachód spowodowały, że pracodawcy muszą się liczyć ze zdaniem zatrudnionych. W przeciwnym razie mogą bowiem stracić ich na rzecz konkurencji. To może oznaczać początek rewolucyjnych zmian na polskim rynku pracy.

Dziennik" dotarł do przygotowywanego przez Państwową Inspekcję Pracy raportu, z którego wynika, że w 2006 roku wyraźnie, bo o kilkanaście procent, spadla liczba skarg na pracodawców. W ostatnich latach do PIP wpływało co najmniej 30 tys. zażaleń. W minionym roku -niespełna 26 tysięcy. To wciąż niemało, ale jest to zarazem wyraźny sygnał, że sytuacja osób zatrudnionych poprawia się.

– Mamy naturalny efekt zmian na kurczącym się rynku pracy. Przedsiębiorcy mają problemy ze znalezieniem pracowników i dlatego lepiej dbają o swoje załogi – mówi Małgorzata Nowak-Turowiecka, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich. Lepszemu przestrzeganiu praw pracowników sprzyja też stabilne prawo pracy. – Ostatnie duże zmiany w przepisach były ponad trzy lata temu. To bardzo ułatwia ich przestrzeganie -mówi Jacek Męcina z Polskiej Konfederacji pracodawców Prywatnych Lewiatan.

Do ideału na razie jest daleko, ale zmienia się na lepsze, sądy bowiem coraz częściej orzekają na korzyść pracowników. Tak było w przypadku Zenona Mazusia, wyrzuconego z lubelskiej firmy Sipma produkującej maszyny rolnicze za oskarżenie swoich szefów o przestępstwa gospodarcze. Skierował sprawę do sądu i wygrał, choć sprawa ciągnęła się trzy lata. Bezprawnie zwolnieni z pracy zostali także Antoni Mroczek i Władysław Janioł, sanitariusze w pogotowiu w Bochni. Szefowie placówki uznali, że nie mają oni odpowiednich kwalifikacji do pełnienia funkcji ratownika. Tymczasem zgodnie z przepisami mogli nadal pracować, pod warunkiem że będą się szkolić. Dwa tygodnie temu sąd uznał, że zwolnienie odbyło się z naruszeniem przepisów i nakazał przywrócenie go do pracy.

Jednak to nie bezprawne zwolnienia, ale opóźnienia w wypłatach wynagrodzeń są najczęstszymi skargami, jakie rozpatruje PIP. – Połowa firm, które sprawdzili nasi kontrolerzy, ma problemy z terminową wypłatą pensji – mówi Danuta Samitowska, rzecznik PIP. Ale i tu jest lepiej. W ubiegłym roku wartość udowodnionych zaległości sięgała 180 min zł. W 2005 roku było to 230 min zł.

Firmy poprawiają warunki zatrudnienia w obawie przed utratą wykwalifikowanych i doświadczonych pracowników

Więcej Dziennik.