Małymi krokami zmierza do celu…

KURIER LUBELSKI , autor: Anna Augustowska , oprac.: GR

czerwiec 11, 2007

Dewiza życiowa Michała Czarskiego jest prosta: nigdy się nie poddawać, a do celu zmierzać małymi krokami. Recepta okazuje się skuteczna. Dzięki niej Michał Czarski, mimo poważnej wady wzroku, od wielu lat odnosi nie tylko sukcesy zawodowe – od 27 lat pracuje w lubelskiej Spółdzielni Niewidomych, gdzie jest cenionym pracownikiem, ale również sportowe – gra w warcaby i brydża, kierując równocześnie Klubem Sportowym Niewidomych i Slabowidzących Hetman" w Lublinie.

– Urodziłem się z obuoczną krótkowzrocznością dużego stopnia. Nikt nigdy nie umiał powiedzieć, dlaczego wystąpiła u mnie ta wada. Lekarze rozkładali ręce. Musiałem nauczyć się z tym żyć – opowiada, dodając żartobliwie: – Nie było wyjścia! Dziś Michał Czarski widzi dość wyraźnie tylko z niewielkiej odległości (do 1,5 metra).

– Im dalej, tym gorzej. Dlatego przez całe życie ćwiczę pamięć i dotyk, muszą mi zastąpić oczy. I to się udaje – podkreśla. – Niewiele osób, widząc mnie po raz pierwszy, potrafi zauważyć, że jestem niepełnosprawny. I o to chodzi – muszę się tak umieć zachować w danej sytuacji, aby moja niepełnosprawność jak najmniej była widoczna.

Czy to możliwe. Okazuje się, że tak.

– Zawsze staram się pamiętać, gdzie co leży, aby potem nie szukać po omacku – wyjaśnia. – Także idąc ulicą, w nowym terenie zapamiętuję różne szczegóły, które pozwalają mi zachować orientację i radzić sobie bez pomocy.

I rzeczywiście, wszyscy znający Michała Czarskiego podkreślają jego samodzielność i… wszechstronność.

– Znamy się prawie 30 lat. I przez te wszystkie lata podziwiam Michała. Przede wszystkim za osiągnięcia w sporcie – jest w czołówce mistrzów Polski w grze w warcaby stupolowe, a także w brydża. Doskonale pokazuje, jak ważna dla osób niepełnosprawnych jest rehabilitacja przez sport – mówi Ryszard Budziak z klubu Hetman", przyjaciel i kolega z pracy Michała Czarskiego.

Obaj panowie są też partnerami na treningach. Razem jeżdżą na turnieje sportowe. – Warcaby i brydż to moja pasja, ale próbowałem też innych dyscyplin: gry w gollballa, tańca sportowego, uprawiałem nawet kajakarstwo. Dziś marzę o zdobyciu mistrzostwa Europy w warcabach. Wierzę, że to możliwe, trzeba tylko cierpliwie, wytrwale i systematycznie trenować – podkreśla Michał Czarski, szef klubu Hetman", wyjaśniając, że zarówno w warcaby, jak i w brydża mogą grać nawet zupełnie niewidomi: – To proste, piony się różnią. Jedne mają ostre, a drugie płaskie zakończenie. A karty do brydża mają w lewym rogu brajlowskie oznaczenia. Trzeba więc widzieć " dotykiem.

Więcej Kurier Lubelski.